sobota, 26 kwietnia 2014

Oławski Węzeł Wodny

Jako cel kolejnej wyprawy wybraliśmy z kolegą Mateuszem Oławski Węzeł Wodny. Węzeł wodny składa się przede wszystkim z rzeki Odra, Oława, ale też szeregu pomniejszych rzek i cieków wodnych, które często stanowiły dla nas niezłą przeszkodę.

Podaję link do mapy aby lepiej się było zorientować w opisie:
http://www.endomondo.com/workouts/329688816/15658533

Ogółem przeszliśmy tego dnia prawie 23km w niecałe 7 godzin.

Wyprawa nasza napotkała od samego początku na szereg trudności logistycznych. Z racji odbywającego się Auto Stop Race, poranny autobus linii 134 przyjechał tak przepełniony, że na przystanku zostało z ok. 10 osób. Musieliśmy więc przejść dwa przystanki dalej pod Uniwersytet Ekonomiczny i wsiąść w 133. Niespodziewanie trasa zakończyła się na przystanku Bardzka. Stamtąd musieliśmy przejść do faktycznego początku zaplanowanej wyprawy miał się zacząć na wschód od wiaduktu Armii Krajowej. Według naszych planów mieliśmy przejść przez Park Wschodni, a następnie przejść jakimś mostem w jego południowo-wschodniej części, tak aby iść wzdłuż rzeki Oława. Tutaj napotkaliśmy kolejne komplikacje. Otóż okazało się, że nie sprawdziliśmy tego dostatecznie wcześniej i do Parku Wschodniego otoczonego dookoła rzeczką, można przejść jedynie jednym mostem, od strony zachodniej. Rzeczka była na tyle szeroka, że nie dałoby się jej przejść przerzucając grubsze drzewo. Fiaskiem zakończyła się również próba obejścia Parku od strony południowej. Teren był na tyle zarośnięty i zwężający się (obok były budynki przemysłowe), że woleliśmy poszukać jakiegoś innego dojścia do tych terenów. Idąc ulicą Krakowską/Opolską skręciliśmy w jedną z odnóg osiedlowych, a konkretnie w ul. Rybnicką. Po dość długim kluczeniu i szukaniu przejścia (między innymi przez strzelnicę sportową :P) w końcu za kompleksem sportowym WKS na ul. Świątnickiej wydostaliśmy się na tereny zielone. Kolejny raz przeszkodziła nam rzeka, tym razem Zielona. 

Na powiększeniu widać sarnę uciekającą przed nami. Nagroda dla tego, kto ją wskaże gdzie jest. :P

Po przejściu przez pobliski most postanowiliśmy się kierować na Mokry Dwór.
Już wkrótce dotarliśmy do jazu na Zielonej.


Film lepiej ukazuje wartkość rzeczki, która już paręnaście metrów dalej płynie leniwie między zarośniętym brzegiem.
Przekroczyliśmy znajdujący się obok nasyp i skierowaliśmy się na pobliska łączkę.

Niestety brak lepszego sprzętu fotograficznego nie pozwolił na uchwycenie licznych sarn wyskakujących z krzaków.

W lesie naprzeciwko postanowiliśmy przetestować ścinanie małych drzew i zrobiliśmy sobie po kiju. :P
 Profesjonalne kije survivalowe wyciosane bagnetem od kałasza. :D

Ja i mój kij.

Zuba i jego kij.

Następnie dotarliśmy do szeregu stawów hodowlanych.


W międzyczasie zostaliśmy wypatrzeni przez Straż Leśną, więc porzuciliśmy nasze kije i szybko oddaliliśmy się od miejsca zatrzymania się patrolu. :P

Natknęliśmy się również na dziwne wieże znajdujące się na nasypach.



Podobne wieże znajdowały się dalej. Przypuszczamy, że to dawne niemieckie stacje uzdatniania wody. Ewentualnie strażnice wałowe, ale to mniej prawdopodobne. Jeśli ktoś wie co to są konkretnie za budynki i do czego służyły prosimy o pomoc.

Widok w kierunku Wrocławia.

Następnie przeszliśmy kawałek drogą i skręciliśmy w prawo na pobliski wał przeciwpowodziowy. Mokry Dwór ominęliśmy od południa. W lesie natknęliśmy się na opuszczoną piekarnię, którą postanowiliśmy spenetrować.













Następnie ruszyliśmy dalej w kierunku wyspy otoczonej przez Oławę (nie wiem czy ma jakąś nazwę).
Za to nad nami zaczęły się zbierać czarne chmury.




To przykład na to jak pogoda na takich wyprawach może być zmienna i zawsze należy to wkalkulować w plany. Na szczęście wiatr przegnał je dalej i nic nam z ich strony nie zagroziło. Po obejściu Mokrego Dworu zeszliśmy z wału i skierowaliśmy się na teren zalewowy.




Następnie trafiliśmy na kolejne stawy czy też w tym wypadku zbiorniki na wypadek powodzi.





Następnie znaleźliśmy się na rozległej polanie, aby lepiej zorientować się w położeniu weszliśmy na ambonę myśliwską.





W oddali widać Sky Tower.


Ślady dzików. Dobrze, że na żadnego się nie natknęliśmy.





Kolejne zbiorniczki w malowniczej scenerii.


Oława opływająca wyspę. Widok podobny do Amazonki.


Z drugiej strony już nie tak malowniczo. :P W tym miejscu woda jest zbierana do przepustu na dole, więc stąd jej prędkość jest mniejsza, a tym samym większe zamulenie.


Mało wyraźne i widoczne, ale to widok na jeszcze mniejszą wysepkę z naszej wyspy. Jeśli ktoś zna budowę Węzła i umie pływać to podróż jakimś pontonem albo kajakiem musi dawać wiele wrażeń.




Koniec wyspy. Zrobiłem jeszcze więcej zdjęć, niestety nie wiem czemu aparat mi ich nie zapisał. :/



W oddali wzniesienie. Myśleliśmy, że to może św. Katarzyna, ale na górze było widać pracujące koparki i ciężarówki.


Jakaś fabryka, po kominach widać, że może to być jakaś elektrownia.

Następnie dróżką doszliśmy do wiaduktu będącego częścią Wschodniej Obwodnicy Wrocławia, aby nieco się wrócić i przejść przez zaporę na Oławie.





Obiekt niezwykle imponujący. Dziwna sprawa, gdyż jedna z odnóg kończyła się ślepo. Być może było to jakieś stare koryto rzeki.

Postanowiliśmy w tym miejscu zacząć wracać w kierunku Wrocławia tak aby dojść do Wyspy Opatowickiej, a następnie przez nią przedostać się na Biskupin.

Po drodze przechodziliśmy obok stawu hodowlanego Nowa Szwecja.



Nasza trasa prowadziła następnie przez miejscowość Bizanowice, gdzie czuć było jeszcze klimat poprzedniego ustroju.





Po wyjściu z Bizanowic i krótkim odpoczynku na przystanku PKS skierowaliśmy się w kierunku Trestna.

Po drodze napotkaliśmy stary cmentarz, zapewne nieużywany już w latach 70-tych. Najstarsze nagrobki to lata 60-te. Większość to lata 20 XXw., a niektóre pamiętają nawet I poł. XIXw.






Opuszczona kaplica cmentarna.


Kościół Niepokalanego Poczęcia NMP w Treście. Okazało się, że idziemy drogą św. Jakuba mającą swoje zakończenie aż w... Hiszpanii.

Po drodze natknęliśmy się na ciekawy budynek z oznaczeniem dokąd dochodziła woda podczas Powodzi Tysiąclecia.





Przepływająca Odra.

I wreszcie granice administracyjne Wrocławia:


Kanał odchodzący od Odry:


Dość malownicze miejsce gdzie można w zaciszu zjeść sobie kiełbaskę z grilla.

Nieco dalej skręciliśmy w prawo i kładką nad śluzą przedostaliśmy się na Wyspę Opatowicką.







Na wyspie znajduje się park linowy.

W końcu docieramy od Odry właściwej. Akurat natykamy się na zrzut wody. Zdjęcia i film nie pokazują tak naprawdę siły z jaką woda była zrzucana przez śluzę. Biada temu kto znalazłby się w tej topieli.









Nieoczekiwanie natknęliśmy się na bazę dydaktyczną Zakładu Inżynierii Lotniczej Politechniki Wrocławskiej.



Mig-29




Su-22

Następnie dotarliśmy do pętli na Olszewskiego i wsiedliśmy w tramwaj nr 2. Nie obyło się bez końcowych komplikacji. Tramwaj musiał jechać objazdem z racji remontów drogowych.

Na tym nasza wyprawa została zakończona. Na pewno warto było wybrać się tą trasą jako wstęp do bardziej zaawansowanych wypraw. Przetestowaliśmy orientowanie się w terenie, orientowanie mapy, poruszanie się z kompasem na azymut. Dostaliśmy nauczkę na przyszłość, aby lepiej przygotowywać trasy, gromadzić mapy, różne materiały, tak abyśmy nie byli zaskoczeni przez różne przeszkody terenowe. Nawet niewielki ciek wodny może okazać się nieraz przeszkodą, którą ciężko przebyć. Jednakże uznajemy wyprawę za udaną i owocującą w wiele emocji i niespodziewanych zdarzeń. Zdjęcia niestety dalej były robione telefonem komórkowym HTC 8X więc przepraszam za ich jakość. Na kolejne wyprawy postaramy się zabrać lepszy sprzęt.


http://www.endomondo.com/workouts/329688816/15658533